Dzień dobry, mam na imię Dorota. Mam 53 lata i od prawie 30 lat pracuję jako fryzjerka.
Można by pomyśleć, że przy całym moim doświadczeniu…
Przy dziesiątkach lat szkoleń i tysiącach godzin spędzonych na pielęgnacji włosów innych kobiet…
Sama nigdy nie będę mieć problemów z własnymi włosami. A jednak dokładnie tak się stało.
I nie pomogły mi ani popularne „cudowne kuracje”, ani preparaty na receptę, ani zabiegi w salonie.
Po zmarnowaniu tysięcy złotych i setek godzin musiałam znaleźć prawdziwe rozwiązanie.
Bo powiem Ci szczerze: było źle. Naprawdę bardzo źle.
Przy każdym czesaniu traciłam setki włosów…
Dziś chcę opowiedzieć, jak nie tylko zatrzymałam wypadanie włosów, ale wręcz sprawiłam, że odrosły i wróciły do stanu, którego – szczerze mówiąc – nigdy już nie spodziewałam się zobaczyć…
I to wszystko bez niebezpiecznych zabiegów, drogich leków i agresywnej chemii.
Widzisz, przez większość kariery byłam dumna ze swojej wiedzy. Byłam przekonana, że znam się na włosach lepiej niż prawie ktokolwiek…
Ale po pięćdziesiątych urodzinach coś się zmieniło.
Moje włosy zaczęły się przerzedzać – na początku powoli, a ja to ignorowałam, bo myślałam, że to tylko przejściowy etap. Dalej używałam tych samych produktów, którym zawsze ufałam.
Ale z czasem problem się nasilał…
Moje włosy stały się wyraźnie słabsze, suchsze i bardziej matowe. Wypadały wszędzie (pod prysznicem, na szczotce, na poduszce, na ubraniach).
Przedziałek robił się coraz szerszy.
Kucyk robił się coraz cieńszy.
A ja próbowałam wszystkiego: szamponów, ampułek z apteki, zabiegów w salonie, olejku łopianowego, płukanek z pokrzywy…
Poszłam nawet na konsultację do kliniki przeszczepu włosów. Wycenili zabieg na 15 000 zł…
To przekracza mój budżet…
Ale opakowanie za opakowaniem, tabletka za tabletką, zabieg za zabiegiem – nic nie zmieniało stanu moich włosów.
Nic nie pomagało. Nic na mnie nie działało.
A najgorsze? Czułam, że inni zauważają moje włosy. A raczej ich brak…
Dla fryzjerki to absolutny koszmar.
Bywały dni, kiedy nie chciałam nawet iść do salonu. Wstydziłam się stanąć przed klientkami, kiedy moje własne włosy były w coraz gorszym stanie.